Forest tales – jak się spełniają marzenia

Zabieram Was do lasu, ale nie po grzyby czy na jagody, choć to też lubię… Zabieram Was do lasu, żeby opowiedzieć o tym jak spełniają się marzenia. Kilka lat temu znajome poprosiły mnie o zrobienie zdjęć w ich nowopowstałym butiku z przepięknymi ubraniami, torebkami, autorską biżuterią i ceramiką. Post o tamtej sesji jest tutaj. W czasie robienia zdjęć moją uwagę przykuły przepięknie zdobione ceramiczne gałki, którymi były zakończone wieszaki na ubrania. Jak się okazało autorką tych miniaturowych arcydzieł była artystka sygnująca swoje prace tajemniczą frazą Nomen Omen. Od tamtej sesji podziwiałam napotykane to tu, to tam przepiękne brosze, magnesy, gałki, zdobione fantazyjnymi wzorami kafle i miseczki, marząc by móc kiedyś spotkać tę niezwykłą osobę, której dłonie wyczarowują te cudowne drobiazgi. Drugim z kolei marzeniem, które wtedy zaczęło powoli narastać i kłębić w mej głowie było móc spróbować zrobić coś z gliny.

Od sesji w butiku minęły ponad dwa lata. Wiele się wydarzyło w międzyczasie. Pewnego razu przy okazji otwarcia przez dawną znajomą kolejnego niezwykłego miejsca na Żoliborzu, przestępując próg tegoż miejsca znowu zobaczyłam znajome misy, magnesy i talerze. I oto po latach spotkałam tą, która potrafi zaczarować bryłę surowej gliny i nadać jej niepowtarzalne formy i kolory. Lecz to jeszcze nie koniec opowieści, a chyba dopiero jej dalszy ciąg. Od tamtego spotkania mam przyjemność uczyć się lepienia, szkliwienia i innych tajników ceramiki pod okiem mojej guru. Nie mogę już przestać myśleć o kolejnych pomysłach na drobiazgi z gliny, a każdą wolną chwilę mogłabym poświecić temu zajęciu. Najbardziej cieszą te pierwsze ulepione miseczki, koraliki, kafelki. Zachwyca elastyczność i gładkość glinianej materii i to, że nigdy nie wiadomo co z tego wyjdzie po pierwszym wypale, po szkliwieniu, po kolejnym wypale. Wszystko jest kwestią szczęścia i przypadku: barwy, faktury, kształty. Chłonę każdą cenną wskazówkę, podpatruję zręczne ruchy dłoni mistrza i dziwię się dlaczego wcześniej nie odkryłam dla siebie ceramiki.

Teraz zabieram Was do lasu, gdzie wśród mchu i zarośli poukrywałam moje ceramiczne drobiazgi niczym wielkanocne czekoladowe jajeczka – medaliony z serii Cztery Żywioły – Powietrze. Zapewniam, że to dopiero początek. Kolejne prace już czekają na wypał, szkliwienie lub sesję zdjęciową.
veranoazulceramica
veranoazulceramica
veranoazulceramica
veranoazulceramica
veranoazulceramica
veranoazulceramica
veranoazulceramica
veranoazulceramica
veranoazulceramica